Paryż się zmienia - wpis z 13.10.2007
Pamiętam jak byłam tam pierwszy raz… 24 godziny podróży autokarem (masakra - nie polecam nikomu), pełne napięcia oczekiwanie…
Z tamtego czasu pozostało mi w pamięci wiele rzeczy, takich jak:
- jeśli jesteś w Paryżu, (a właściwie we Francji) i chcesz sie dogadać - mów po francusku; pamiętam moje wyuczone zdanie “Parlez vous anglais?”, na które nieodmiennie widziałam zdziwioną minę, jakbym przyleciała z kosmosu (no, wyjątkiem był Office du Tourisme, ale to akurat nie takie dziwne). Niemniej, na moje szczęście, Paryżanie okazali się być bardzo przyjaźnie nastawieni i zawsze jakoś na migi się dogadaliśmy :);
- śmieszne tygodniowe karty Orange (na komunikację miejską); śmieszne, bo trzeba było mieć zdjęcie, ale dziwniejsze było to, że ich bieg rozpoczynał się zawsze w poniedziałek;
- Office du Tourisme - miejsce, gdzie można się było dowiedzieć naprawdę wielu rzeczy z tego, co dzieje się w Paryżu - dziś, jutro, za miesiąc; ściana ulotek, książeczek, map. Pewnie nie zobaczyłabym ani połowy z tego, co wtedy widziałam;
- karty “do zwiedzania” (Paris Museum Pass) - wykupywane na 1, 3 lub 5 dni upoważniały do dowolnej ilości darmowych wstępów w wymienione w specjalnej ulotce (była też po angielsku
) miejsca - głównie muzea, ale nie tylko. Pamiętam, że zaoszczędziliśmy wtedy masę pieniędzy, a ja przez 3 dni codziennie wspinałam się na Łuk Triumfalny (znacznie bardziej go lubię niż Wieżę, szczególnie wieczorem widok zapiera dech);
- wszechobecną reklamę Galerii Lafayette
Oczywiście wspomnień jest dużo więcej, ale te przytoczyłam specjalnie…
Zaczęłam od tego, że Paryż się zmienia. Przede wszystkim:
- Paryż zaczyna mówić po angielsku. Jest to o tyle zaskakujące, że masowe. Już nikt nie patrzył zdziwiony słysząc moje pytanie o język angielski (ja bardzo słabo mówię po francusku, choć może kiedyś się to zmieni), bardzo często słyszałam potwierdzenie, choć z zaznaczeniem, że tylko troszkę. Niemniej - da się porozumieć. Da się kupić bilet, dopytać o stację, zamówić jedzenie, zapytać o drogę. Naprawdę się da…
- napiszę więcej - zdarza się usłyszeć/zobaczyć język polski. Coś, co trzy-cztery lata temu było nierealne, dziś stało się możliwe. Pierwsze zaskoczenie - na lotnisku - podaję pogranicznikowi paszport z uprzejmym “Bonjour”, a gość mi odpowiada “Dzień dobry”, z ledwie słyszalnym “r”, a później “do widzenia”. Pewnie nie umiał wiele więcej, ale była to miła niespodzianka
Na dwóch ulotkach z OdT znalazłam opisy po polsku
(nie wspominając już o tym, że recepcjonistka w hotelu w Paryżu była Polką, a Pani w OdT w Lannion - Polką z pochodzenia (choć, niestety, nie mówiącą po polsku); Niektórym zdarza się pomylić “dzień dobry” z “dziękuję”, ale i tak jest to sympatyczne
- zmniejsza się jakby promocja Paryża - widać to na ulicach, widać w OdT; już nie ma ściany ulotek, jak kiedyś, nie ma takiej ilości map jak kiedyś. Są, ale nie tak różnorodne, nie tyle, co podczas mojej pierwszej wizyty; na ulicach też nie ma takiej ilości informacji jak kiedyś, podobnie w Rerach i Metrze. Nie ma tak wielu koncertów, ani przedstawień. Może to kwestia czasu powakacyjnego, ale chyba nie… Może za dużo turystów mają?…
- karty Orange są nadal, ale można kupić karty przejazdowe na 1, 2, 3 dni (Paris Visite), zaczynające się w dowolnym dniu tygodnia. Dodatkowo zmniejszają one rolę tamtych kart do zwiedzania, (które nadal istnieją, ale obecnie na 2,4 i 6 dni), bo też upoważniają do wejścia za darmo lub po obniżonej cenie w niektóre miejsca;
- Galerię zastąpił Printemps… Teraz on króluje na mapach i w pociągach
Ale nadal Paryż ma ten sam urok (choć jeszcze przez tydzień lub dwa przykryty trochę kibicami rugby;) ), tę magię, równie nieuchwytną, nieopisywalną, co wyczuwalną… Za każdym razem, gdy stamtąd wyjeżdżam, myślę o przeprowadzce na dłużej. Choć na rok lub dwa… Ale za każdym razem boję się, że wówczas, gdy przyjadę na stałe, gdy pójdę do pracy, gdy wejdę w codzienność, zagubię tę magię, to coś, co sprawia, że wsiadając do samolotu już marzę o tym, by powrócić, choć na kilka dni. By popatrzeć wieczorem na Champs-Élysées, by posiedzieć w ogrodach Tuilleries lub Wersalu, pojechać do Muzeum Techniki - Cité des sciences et de l’industrie , czy po prostu powłóczyć się po uliczkach, popatrzeć na wystawy, zjeść crepés i Crème Brulée…
Zrodlo informacji
Oryginalny artykul na:
http://goldenrose2.wordpress.com/?p=22
