Kolor Afryki
Nie umiem go sobie nawet wyobrazić. Widziałam tyle filmów i zdjęć, a nadal jest dla mnie zagadką. Siena palona, ochra, spłowiały karmin, żółć neapolitańska - kolory przetarte suchą gąbką. Niedawno dostałam tkaninę utkaną w Kenii i byłam już blisko uzmysłowienia sobie, jaki uszczerbek na soczystości mają te barwy afrykańskie, ale po raz kolejny obejrzałam “Pożegnanie z Afryką” i zrozumiałam, że kolory mają swoją własną - stuprocentową - soczystość. Żadnych blaknięć, załamań, wybielenia - kąt padania światła jest w Afryce tak nieprzytomny, że wydobywa z barwy sok, jaki Europejczykom nie może się nawet przyśnić… O poranku Karen staje na trawniku, by pożegnać Denisa i jej cień jest tak długi, jak u nas wieczorem, ale światło jest jasne i kolor wibruje, błyszczy. Ona ma pięknie oświetlone policzki - pastelowe i świeże, wyraziste, ale nie ostre, a on jest piegowaty subtelniej:) Wspaniale byłoby dotknąć takich kolorów, poklepać drzewo kawowe po brązowym, spalonym słońcem […]
Zrodlo informacji
Oryginalny artykul na:
http://entelepentele.wordpress.com/2007/12/27/kolor-afryki/
