Egipt

20 maja

“W życiu piękne…” część III

Trzy dni w Pieninach – „W życiu piękne są tylko chwile…”

Dzień trzeci - 9.05.2008r.

*W czternastce rozlega się melodia. Spokojny rytm przekształca się w coraz to szybszą melodię.*

… Już? Było mi tak dobrze… Jeszcze 5minut… jeszcze tylko chwila… snu. Dlaczego ten budzik jest taki głośny? Czemu to cholerstwo tak wyje? Spać! … jeśli go nie wyłączę - obudzi śpiocha. Eh. Za wcześnie by rozpoczynać nowy dzień, za późno by z powrotem kłaść się spać.

*Melodia ucichła… myśli też.*

Obudziłem się. Telefon wciąż znajdował się w moim ręku. Zdarza się. Dość tego gnicia. Na świecie jest mnóstwo bardziej ambitnych czynności niż sufitowanie w łóżku. Myślenie o wszystkim i o niczym, sprowadza się wyłącznie do jednego - do niczego. Sprawia, że niepotrzebnie tkwimy w jednym i tym samym miejscu. Dość! Kierunek - balkon.

wtf? Szaro, mglisto, ponuro, a przede wszystkim - zimno. Już się chyba przyzwyczaiłem. Tym razem krajobraz wydał mi się taki… monotonny. Już nie zapierał tchu w piersiach - był normalny, codzienny. Znikła radość z dni poprzednich. Samego patrzenie już nie wystarczało. … Cóż ludzie przyzwyczajają się do wszystkiego…

Podkuliłem ogon i wtoczyłem się pod prysznic. … Ciepła woda! W porównaniu z wczorajszym wieczornym prysznicem, to był raj. Wyszedł. Osechł? Wysechł? Oschnął? Wyschnął? “Make your choice.” Ogarnięty, spakowałem się i przygotowałem łoże. Międzyczasie przebudził się Grimi, równie szybko jak się obudził - znikł w otchłaniach łazienki. Powędrowałem do trzydziestki szóstki.

*Stuk, puk.* Chwytam za klamkę i otwieram… bramę, która jeszcze zeszłej nocy dzieliła dwa zupełnie odmienne światy. Huh? Normalnie… dziwne… że normalnie. Szczerze, spodziewałem się czegoś innego - gorszego. A tu!… nawet było gdzie usiąść. Ludzie - pomimo, że część jeszcze w wyrkach, byli pozytywnie rozbudzeni. (Z wyjątkiem tego pana na środkowym łożu z niespodzianką.) Powoli się ogarniali, zbierali manatki. Chwila rozmowy, szybkie streszczenie wczorajszej nocy… kto spędził noc na krzesełkach, kto komu zajął łóżko… kto wpadł na 30 minutową sjestę, nie odezwał się słowem, po czym zebrał na odwagę i rzekł - “IDĘ.” (Nie zliczę ile razy w ciągu kilku godzin słyszałem tą historię.) Starczy. Za niedługo “jeść,” trzeba się zebrać.

Pokój, dopakowanie “bagażu.” I na stołówkę. Przybyliśmy albo tak wcześnie, albo tak późno. Już nie pamiętam. Raczej wcześnie - jakieś dziewczyny siedziały przed stołówką i czekały. Zajęliśmy ostatni stolik. Ludzie zaczęli się schodzić. Brakowało na stołach sztućców, miałem najbliżej… Kierunek - kuchnia. Za radą kucharki, wziąłem łyżki, noże… a gdzie widelce? Wsysło pojemnik z widelcami. Oj, jednak nie. Jakaś starsza kobieta. Dość bardzo starsza. Bardzo… W każdym bądź razie ów babcia. Przeszukiwała widelec po widelcu. Cały pojemnik w poszukiwaniu swojego jedynego… sztućca, który gdzieś się zapodział. Have fun & good luck for her. Na śniadanie było… jedni mówili “jajecznica” inni “pasta jajeczna.” Na jajecznicę mi to nie wyglądało. Pasta jajeczna? - wtf? … ale ten dżem był całkiem dobry. Gorzej z napojami. Pocieszające na stołówce było to, że często po obrocie spotykałem jedne i te same oczka… Na deser po jogurciku i nara… Mój rozpieprzył się na korytarzu. (Te sreberkowe wieczka to zdecydowanie najtrwalsza część w tych małych plastikowych pudełeczkach.) Przed wyjazdem oddałem na stołówkę chlebek, który został “z wczoraj” … a co ma się zmarnować. Większość ludzi i tak nie zdaje sobie sprawy z tego co tak naprawdę jada. Inspekcja pokoi. W jakiś magiczny sposób znalazłem się u Leszka w pokoju. Chyba po prostu tam wszedłem. Wizytówka szkolna wpadła na pomysł… napisania listu pożegnalnego. To był strzał w dziesiątkę.

“Rozpoczęla sie burza mózgów, nasz szkolny przewodniczący wysilał swe cenne szare komórki, dwoił się i troił… w efekcie czego stworzył istne arcydzieło.” (Z moją i Grimiego skromną pomocą!… Ale pomysł i konserwy jego! ;-)

Czas zebrać manatki. Autokar już czekał przed ośrodkiem. Załoga weszła na pokład i odjechaliśmy, zostawiając mury, zabierając piękne wspomnienia z Krościenka za sobą. “Drogą negocjacji” udaliśmy się do ruin zamku w Szczawnicy. Ruina ruiny. Nie tak powinni prowadzić renowację… No ale widoki z murów rozpościerały się naprawdę piękne. … Tylko co robiła puszka żywca na dole? Wypadałoby coś opisać… ale nie bardzo jest co: Zabranie P. Magdzie tramposzka, wybijanie monet, tekst “Ściągnijcie mu spodnie…” - zgroza. O wiem!

Chłodno… ale naprawdę cudownie. Zamek w Niedzicy, w oddali góry… Płynąca beztrosko rzeka. Nieprzejmująca się niczym i nikim… Tak korzystając z ostatnich chwil w Pieninach cieszyłem oczy… i duszę. A moje uszy chłonęły coś naprawdę zabawnego. Tuż obok chłopaki rozmawiali z dwoma dziewczynami. Leadował Niemcu - jak zawsze… no - jak przeważnie. Poleciała historyjka z rana. Wszyscy wsłuchani, wpatrzeni(prawie) - standard. No i chłopak nawija. Panny wpatrzone jak w obrazek. Wszyscy skupieni. Przytacza po raz drugi tą samą opowieść. (W tym momencie coś wewnątrz po prostu powodowało radość - bawiło mnie to. Zabawne wydawało mi się to, że ktoś może słuchać dwa razy tej samej historii przywiązując do tego uwagę zarówno za pierwszym jak i drugim razem.) … Nastąpił trzeci i kąciki ust wykrzywiły mi się w górę. Reakcja ludzi identyczna jak za pierwszym razem. Niemcu pomimo, że uważam opowiadanie dwa razy tej samej rzeczy, niemal pod rząd w dodatku tej samej osobie - za coś *inwencja własna*… - to naprawdę jestem pod wrażeniem Twojego talentu. Praktyka robi swoje. ;-) Jak to się mówi. “Nie ważne CO, ważne JAK.”

Nie zdążyłem nacieszyć się pięknym widokiem i już byliśmy w drodze do autokaru. Wycieczkowicze kupili pamiątki, następnie - żegnając się z pięknymi widokami, górskim krajobrazem ruszyliśmy w drogę powrotną do domu…

(Byliśmy jeszcze nad tą tamą… ale nie chce mi sie tego opisywać. Jak ktoś ma ochotę, może się wykazać.)

Kończąc chciałbym dodać, że:
- “Wynalazcą” ośrodka “Trzy Korony” w Krościenku był Krzysztof Malik - brawo.
- Podziękowania za załatwienie autokaru kierujemy do Leszka Ściskoła - więcje danych pod adresem… :-P
- Opiekunami, którzy czujnym okiem i żelazną ręką sprawowali nad nami pieczę byli:
mgr Magdalena Ch. - wychowawczyni 3TB (Totalnie Boscy) - ryzykantka, która odważyła się na tak piękny gest…
mgr Mirosława S. - Nauczycielka geografii. Kierownik wycieczki. W zastępstwie za Wychowawcę kl 2C.
mgr Adam P. - wuefista.
mgr inż. Zbigniew P. - nie uczy żadnej z klas.

Szacunek za cierpliwość, wytrwałość oraz… :-)

ps. Klasie 2C również. Za… atmosferę, którą tworzyły.
*tworzyli

- “Ejj! Daj mi ten sok!”
- …
- “Jak następnym razem będziesz mi dawał taki sok - chcę mniej soku.”


Zrodlo informacji
Oryginalny artykul na:
http://holyluxas.wordpress.com/?p=18

Comments are closed.

© 2008 Egipt | Entries (RSS) and Comments (RSS)

GPS Reviews and news from GPS Gazettewordpress logo

Sny projekty domów poezja wiersze gertruda katalog stron www tworzenie stron internetowych